Krople wody spadały z nieba. Jedna po drugiej. Niebo już od rana było zachmurzone. Pogoda wręcz dobijała człowieka. Włożyłem na uszy czarne słuchawki. Cieszę się, że to miasto nie jest takie jak dawniej. Rudera, a imperium to dość duża różnica.
Po jakimś czasie dotarłem do gospody. W kapturze na głowie, a pod nim słuchawkami wszedłem do środka. Może nikt mnie nie zauważy, może chodź dzisiaj będę miał święty spokój. Chodź na chwilę. No chyba, że pojawi się ktoś kto będzie chciał zakłócić spokój mieszkańców. Tak jak wczoraj, przed wczoraj, 2 i 3 dni temu też. Ogólnie zbyt dużo miałem tego wszystkiego. W tą ponurą pogodę wolałbym zrzucić wszystko na innych.
Hrabia, nie hrabia. Swoje życie też mam. Nie jestem robotem jak praktycznie wszystkie zwierzęta.
Usiadłem gdzieś w kącie na miękkim fotelu, przy stoliku. Po chili już pojawił się obok mnie kelner.
-Podać coś
-Tylko gorące kakao-powiedziałem, a on od razu wrócił do kuchni. No, a raczej podszedł do małego baru poprosić aby barman w kilka chwil zrobił dla mnie napój. Równie szybko go dostałem.
Nie ściągałem kaptura z głowy i nadal słuchałem muzyki. Dźwięki obijały mi się o uszy. Melodia aż porywała każdą istotę do jej wnętrza.
Im dłużej patrzyłem w przestrzeń w gospodzie tym szybciej zdawałem sobie sprawę, że robi się tłoczno. Najwidoczniej deszcz nadal padał. I nie wyglądało na to że chciałby przestać. Kolejny raz otworzyły się drzwi. Wiatr zamknął je z hukiem. Prze drzwi weszła jakaś osoba, której nie poznawałem. A no tak, pewnie ktoś nowy. Może nie będzie chciał mi zawracać głowy. Osoba zdjęła kaptur. Nie zwracałem na nią uwagi. Nie wiedziałem dlaczego stoi koło mnie. Dopiero po chwili zorientowałem się, że coś do mnie mówi. Zdjąłem słuchawki nie tykając kaptura(magia!) i nie spoglądając na osobę słuchałem pytanie
-Można usiąść?-usłyszałem głos
-Rozglądałem się po gospodzie.
-Dobrze powiedziałem kiedy nie zauważyłem innych wolnych miejsc. Mam nadzieję, ze to nikt kto chce na mnie naskoczyć...
<Ktoś?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz